Każdy, kto poznał smak powoli duszonego mięsa, zapamięta go na dobre. Miękkie, rozpływające się w ustach, rozsypujące się pod naporem widelca.
Do tej pory pamiętam smak duszonej wołowiny w malutkiej, ale jakże obleganej restauracji we Florencji, gdzie olbrzymie szynki kołysały się pod sufitem, a wszyscy goście z wypiekami na twarzy oczekiwali na swoje cuda na talerzu.
Od tej pory regularnie próbuję powrócić do tych smaków, zmieniając czasem lekko składniki.
Dzisiejsza duszona wołowina po prowansalsku, czyli Daube de boeuf provancal, przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom czerwonego wina. Zabierając się za przygotowania, pamiętajmy, że mięso musi być zamarynowane z jednodniowym wyprzedzeniem. Przepis Marthy Stewart. Zapraszam.

(więcej…)